Walka z plagiatem na polskich uczelniach

Jeśli myślisz, że walka z plagiatem jest jak walka z wiatrakami, to się grubo mylisz. Możliwe jest bowiem skuteczne sprawdzanie tekstów pod kątem naruszania praw autorskich osób trzecich. Wymaga to jedynie specjalnych systemów, programów oraz ich wdrażania, co zdecydowały się robić także polskie uczelnie.

Uczelnie sprawdzają prace

O wysiłkach podejmowanych przez nasze Uniwersytety słyszeliśmy już nie raz. Widocznie nie były jednak tak efektywne, ponieważ w roku 2016 przeznaczono na ten cel 35 milionów złotych z funduszy unijnych. To za sprawą nowelizacji o szkolnictwie wyższym z 2014 roku. Znalazł się tam zapis “Warunkiem przystąpienia do egzaminu dyplomowego jest pozytywna ocena pracy dyplomowej. Praca dyplomowa jest samodzielnym opracowaniem określonego zagadnienia naukowego lub artystycznego (…) Uczelnia jest obowiązana do sprawdzania pisemnych prac dyplomowych przed egzaminem dyplomowym z wykorzystaniem programów antyplagiatowych współpracujących z ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych” (Art. 167 a).

Do tej poru uczelnie nie sprawdzały wszystkich prac, dlatego musiało to ulec zmianie. System został wdrożony już z początkiem 2016 roku, a więc od tego momentu skutecznie wertuje się prace dyplomowe oraz magisterskie studentów, jakie były obronione od roku 2009. W tym celu Ministerstwo nauki i Szkolnictwa Wyższego udostępniło uczelniom Ogólnopolskie Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (ORPPD).

Trudne zadanie

Wiele uczelni poleca studentom samodzielne sprawdzanie prac. Tak jest też w Wielkiej Brytanii. Najwięcej pracy wciąż spada jednak na promotora, który ma obowiązek sprawdzić otrzymane od studenta materiały. Coraz łatwiej wykryć oszustwa, jednak trzeba też mieć świadomość, że zapożyczenia po prostu się zdarzają. Studenci angielscy mają więc szanse samodzielnie dokonywać poprawek, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Być może uczelnie mają do nich większe zaufanie, niż do naszych polskich żaków?