Jak pisać prace naukowe, aby uniknąć plagiatu

Systemy antyplagiatowe są obecne na rynku już dobrych parę lat. Korzystają z nich nie tylko osoby prywatne, ale także firmy i oczywiście uczelnie wyższe. Niestety, nie można dziś ufać studentom, że będą pisać całkowicie samodzielne prace. Z drugiej zaś strony, poleca się im na potęgę korzystać z tekstów innych twórców. Czy aby nie jest między tym cienka granica? Jak się więc bronić przed plagiatem?

Podawaj źródła

Promotor pragnie, byśmy korzystali z wielu dzieł naukowych. W naszej pracy mają się też pojawiać cytaty. To jest konieczne, aby praca naukowa mogła zostać w ogóle zaliczona i oceniona. Co więc należy zrobić, abyśmy jednocześnie nie zostali posądzeni o plagiat? Po prostu dobrze cytować i podawać źródła. Zawsze stosujmy odnośniki, piszmy w cudzysłowie, nigdy nie przywłaszczajmy sobie nie swoich fragmentów dzieł. Z drugiej zaś strony pamiętajmy, by cała praca nie była jednym wielkim cytatem. Dzieło naukowe musi być także naszym osobistym działaniem, wynikiem wysiłków umysłowych, a nie tylko kompilacją wielu innych publikacji. Oczywiście, jest to trudne w przypadku prac naukowych z dziedziny humanistycznej, ale także tam jest miejsce na własne przemyślenia, tezy i przytaczanie swoich wniosków. Nie wolno nam o tym zapominać.

Stosuj parafrazy

Parafraza jest przeciwieństwem metafrazy i zakłada przytoczenie czyjegoś fragmentu tekstu zachowując sens przekazu, ale zasadniczo zmieniając szyk zdania. To jest i łatwe, i trudne jednocześnie. Czasem trzeba mieć do tego nie lada wprawę, aby tak zmodyfikować tekst, żeby system antyplagiatowy nie uznał, że nie jest nasz. Najlepiej więc najpierw przeczytać sobie dany fragment tekstu, następnie zacząć o nim myśleć, spróbować go zrozumieć i raz jeszcze odtworzyć go własnymi słowami, ale starając się już nie zaglądać przy tym do oryginału. To zdecydowanie pomoże i jest dużo lepsze, aniżeli próba bezmyślnego odwzorowywania zdań krok po kroku.

Szanuj autorstwo myśli nieopublikowanych

Czasem zdarza się, że gdzieś już słyszeliśmy to stwierdzenie, zostało ono przytoczone publicznie przez pewną osobą, aczkolwiek nie było nigdzie opublikowane. Warto wówczas przytoczyć w przypisie, kto sformułował daną myśl, na przykład w programie telewizyjnym, na wykładzie itp. Będzie to nasz najwyższy wyraz szacunku do konkretnego autora, ale także sposób na ewentualne uniknięcie plagiatu i próby posądzenia o kradzież czyichś oryginalnych wniosków.

Pamiętają o bibliografii

Na końcu pracy naukowej zawsze musi się znaleźć bibliografia. Składa się ona z wszystkich dzieł i publikacji, jakie wpłynęły na powstanie naszego tekstu. Będą tam więc odnośniki do dzieł cytowanych, ale też do tych, które służyły nam wyłącznie za inspirację. Bez tego cała nasza praca naukowa mogłaby być jednym wielkim plagiatem. Pozycje bibliograficzne mają swoją ściśle określoną formułę i właśnie tak powinny zostać zapisane. Nie ma tu miejsca na dowolność i własną inwencję twórczą.

5 przykładów, czym nie jest plagiat

Plagiat, to najprościej rzecz ujmując sytuacja, w której następuje kradzież cudzego dzieła. Nie jest to tylko tekst, ale też materiały audiowizualne, rysunki, a nawet pomysły twórcze, które zostały już w jakiś sposób zmaterializowane. Polskie prawo określa to bardzo jasno, jednak w praktyce bywa różnie. Nie każdy rozumie, jak to dokładnie działa, a poza tym nie wszyscy chcą się ubiegać o jakiekolwiek zadośćuczynienie. Dbają więc o to głównie duże wydawnictwa lub szanujące się firmy. Warto się jednak przekonać, co nie jest plagiatem.

Ta sama stylistyka i środki wyrazu

Nie będzie plagiatem korzystanie z tych samych środków wyrazu podczas tworzenia działa, a ściślej tekstu. Podobne metafory czy stosowanie identycznych wyrazów lub konstruowanie dialogów jest więc dozwolone. Trudno byłoby bowiem kontrolować swój sposób pisania do tego stopnia. Określone zabiegi stylistyczne mogą być i faktycznie są powszechne, ponieważ język, jako system, jest przecież wyczerpywalny.

Twórczość równoległa

Czym jest twórczość równoległa? Otóż jest to wykorzystanie tego samego pomysłu na książkę, utwór czy odkrycie. Plagiat jest bowiem tylko czymś, co popełniamy świadomie. Istnieją zatem sytuacje, kiedy coś powstaje w tym samym czasie, zupełnie niezależnie od siebie. Zdarzenia, kiedy dwie osoby dokonują identycznego procesu twórczego są z pewnością bardzo rzadkie, ale jednak mają miejsce.

Przedruki artykułów

Okazuje się, że jeśli mamy ochotę skopiować czyiś tekst i równocześnie podpisać go imieniem oraz nazwiskiem autora, nawet wskazując stronę czy publikację, z której go zaczerpnęliśmy, to nie jest to plagiatem! Pewnie nierzadko wydawało się, że istotnie można wówczas mówić o plagiacie. Otóż to nieprawda. Jest to niczym innym, jak niewłaściwym posługiwaniem się cytatem, a wręcz przekroczeniem granic prawa cytatu.

Kontynuacja istniejącej już powieści

Z pewnością wielu myślało, że jeśli dopisze kolejną część znanej książki czy stworzy kontynuację określonej publikacji, to popełnia w ten sposób plagiat. Nic bardziej mylnego. Można to robić i nie będzie to problematyczne dla autora. Stanie się co najwyżej wątpliwe moralnie czy przekroczy granice dobrego smaku, jednak zdecydowanie nie zostanie uznana, zgodnie z obowiązującym prawem, za plagiat.

Skorzystanie z cudzego pomysłu

Ponownie mamy sytuację, która mogłaby w całej swej rozciągłości być uznana za plagiat, ale nim nie jest! Wyobraźmy sobie, że podzieliliśmy się z kimś pomysłem na książkę. Opowiedzieliśmy mu całą fabułę, a ten ktoś chętnie to wykorzystał. Później spotykamy tę publikację na sklepowej półce. Czy możemy posądzić znajomego o plagiat? Oczywiście nie i nic nie pomoże, jeśli przedstawimy własny szkic tej opowieści, jaki przechowywaliśmy na spodzie szuflady. To wciąż nie jest naruszeniem żadnych praw, dlatego radzimy uważać komu się zwierzamy, ponieważ przyjaciel może się okazać wrogiem i chcieć na nas dobrze zarobić.

Licencjat za tysiaka

Wielu studentów poznało ból tworzenia pracy licencjackiej czy magisterskiej. Czas płynie szybko, a każde kolejne słowo przychodzi z wielkim trudem. Na taki stan, a więc brak pisarskiego polotu lub zwyczajne lenistwo jest recepta. Tej można oczywiście szukać w internecie, choć trzeba najpierw wygłuszyć własne wyrzuty sumienia oraz przełknąć fakt, że staniemy się po prostu nieuczciwymi i niegodnymi zaufania społecznego „specjalistami”.

Jest popyt, jest rynek

Trudno powiedzieć czy to może wina przysłowia pt. Okazja czyni złodzieja, czy wzrastającej nieuczciwości studentów, którym nie chce się już robić nic od siebie, ale powszechność korzystania z usług osób, które trudnią się procederom tworzenia prac na zamówienie, wciąż rośnie. Może nie ma co się dziwić, skoro całkiem przyzwoitej jakości pracę da się już nabyć za nieco ponad 1000 zł i to w bardzo krótkim czasie. Wystarczą raptem dwa tygodnie, a ile zajęłoby to studentowi, który nie czuje polotu do tworzenia i manipulowania słowem?

Bazy prac naukowych

Wszystko rozbija się jednak o problem plagiatu. Dziwi przecież fakt, że można napisać oryginalną i dobrej jakości pracę w tak krótkim czasie i w bardzo niskiej cenie. Czy da się więc na tym zarobić? Istnieje przypuszczenie, że prace naukowe są skupowane od studentów różnych kierunków. Powstaje wówczas coś na kształt bazy prac, które następnie służą za wzór podczas pisania kolejnych, o podobnej tematyce. Z pewnością mija się to z oczekiwaną ich niepowtarzalnością. Tworzone są na zasadzie produkcji taśmowej, poprzez parafrazowanie określonych zdań, zmianę ich stylistki czy przestawianie ciągu wyrazów bądź zwrotów. W ten sposób uzyskuje się efekt oryginalności tekstu, ale wyłącznie na jego poziomie językowym czy gramatycznym. Merytorycznie praca naukowa jest zaś taka sama.

Co na to programy antyplagiatowe? 

Programy nie są w stanie wychwycić podobieństwa dotyczącego treści oraz merytoryki tekstu. Działają przecież na zasadzie prostego wyłapywania ciągu takich samych słów lub zdań. Badają więc wyłącznie warstwę językową tekstu. Z tej przyczyny mogą być pomocne, ale jedynie w ich określonym sensie. Stanowią niezastąpioną pomoc dla osób, które obawiają się o plagiat na swojej stronie internetowej, w materiałach marketingowych, które służą do budowania zindywidualizowanej marki. Wówczas nie można sobie przecież pozwolić na żadne podobieństwo czy kradzież tekstu. Jeśli zaś mowa o pracach naukowych, to programy antyplagiatowe mają jedynie pomagać wychwytywać bezpośrednie kopiowanie lub właśnie kradzież czyichś tekstów. Nie są jednak w stanie zagwarantować stuprocentowej pewności, że student pisał pracę samodzielnie. Z tego właśnie względu na niektórych uczelniach odchodzi się od pisania prac naukowych, a w zamian za nie wprowadza się egzaminy weryfikujące umiejętności studentów. Czy na dłuższą metę jest jednak możliwe, aby porzucić przyjęty na całym świecie system edukacyjny i zamienić go na inny? Jaka pewność, że kolejny także nie zostanie sprytne ominięty przez studentów, którzy są zwyczajnymi oszustami?

Złodziej w internecie – co robić?

Dziś walka z plagiatem nabiera nowego tempa. Na swoich stronach umieszczamy wiele prywatnych informacji, które objęte są prawem autorskim. Musimy nauczyć się je jakoś chronić.

Budując własną markę w internecie, oddajemy się formułowaniu treści na stronie naszej firmy lub zamieszamy osobiste portfolio z grafikami. Czasem nie mamy jednak świadomości, że powinniśmy mieć na uwadze, iż możemy zostać zwyczajnie okradzeni z tych wszystkich osobistych skarbów. Istnieją różne sposoby walki z oszustami i złodziejami naszych prac.

Dlaczego chronić własne treści, grafiki itp.?

Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę, która pragnie budować swój wizerunek w sieci. Zatrudniasz copywritera, jaki napisze dla ciebie odpowiednie treści. Są unikalne i skrojone na twoją miarę, ale szybko okazuje się, że ktoś dokonał ich plagiatu. Nagle przestajesz być wiarygodny jako firma, a co najważniejsze, odbija się to na rekordach wyszukiwania, ponieważ Google klasyfikuje je jako duplicate contenet, co bezpośrednio wpływa na pozycjonowanie. Warto więc co jakiś czas sprawdzać, czy żadne treści z najesz strony nie zostały powielone gdzieś indziej w sposób nieuczciwy. W tym celu skopiuj własny tekst na stronę copyscape.com lub plagiarisma.net i zobaczysz, czy aby na pewno nie są gdzieś jeszcze poza twoją stroną.

Zażądaj wyjaśnień

Jeśli odkryjesz, że twoje teksty zostały gdzieś powielone, to napisz do webmastera z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Rzadko się jednak zdarza, żeby zgodził się na ich usunięcie lub choćby zamieszczenie linka źródłowego do oryginalnej, a więc twojej strony, skąd je zaczerpną. Przygotuj zatem krótką informację, jakie grożą mu konsekracje karne, jeśli nie usunie tych treści z odnośnikami do odpowiednich podpunktów ustawy.

Zgłoś sprawę do Google

Kiedy widzisz, że złodziej tekstu czy grafiki kompletnie nie przejmuje się tym, co zrobił, wówczas możesz zgłosić spam do Google. Trudno powiedzieć jaka będzie ich reakcja, jednak pozostaje nam liczyć, że nasze zgłoszenie zostanie rozpatrzone. To dobre wyjście, a dodatkowo nic nie kosztuje, więc dlaczego by nie spróbować?

Na koniec warto też wspomnieć, że czasem zwyczajnie szkoda nerwów na walkę z nieuczciwymi internautami, czyli po prostu złodziejami. Lepiej zmodyfikować nieco tekst na naszej stronie, aby Google nie uznało tego jako powieloną treść. Będzie to na pewno mniej czasochłonne i skuteczniejsze, aczkolwiek koniecznie trzeba podjąć walkę i choćby wskazać, że tekst jest przekopiowany. W przeciwnym wypadku złodzieje tekstów będą się czuć kompletnie bezkarni. Jeśli zaś chodzi o bardziej zaawansowane reakcje z naszej strony, czyli na przykład postępowanie sądowe, to już pozostawiamy waszej indywidualnej decyzji, jednak czasem jest to gra nie warta świeczki. Złodziei w internecie trudno jest się pozbyć, będą grasować, ponieważ tak jest prościej, aniżeli dać coś od siebie. Pamiętajmy jednak, że każdy tekst jest objęty prawami autorskimi, nawet jeśli nie jest spisany przez autora. Podobnie jak grafika.

Plagiat i parce magisterskie

O tym, że każde prace czy to magisterskie czy licencjackie, sprawdza się programem antyplagiatowym, wiadomo nie od dziś. Okazuje się także, że nie wszystkie programy antyplagiatowe są skuteczne, jednak uczelnie nieustannie je stosują.

Program nie zawsze działa

Programy antyplagiatowe mają dziury. Czasem wystarczy tylko wpisać dodatkowe litery do teksty, albo je podmienić. Pisał o tym w tekście pt. ‘Luki w systemie Plagiat.pl”. Grzegorz Borek: Aby oszukać system i osiągnąć współczynnik podobieństwa 0% dla tego samego tekstu wystarczyło podmienić litery: a, c, e, i, j, o, p na ich graficzne odpowiedniki w cyrylicy. Optycznie wyglądają one identycznie, tak więc osoba czytająca tekst ich nie zauważy. Są zamieszczane w najpopularniejszych czcionkach, więc wyświetlą się tak samo na każdym komputerze. Wykonane przez niego badanie jest szokując. Czyżby więc programy antyplagiatowe to zupełnie zbędny koszt, jaki poniosły uczelnie?

Programy skutecznie straszą studentów?

Jakkolwiek by nie było, programy antyplagiatowe działają i mają się dobrze. Każdy student jest zobowiązany samodzielne lub za pośrednictwem promotora, dokładnie sprawdzić swoją pracę. Jeśli wyjdą jakieś nieścisłości, trzeba to poprawić. Jest to jednak tylko formalność i ma chyba na celu raczej odstraszać tych niewtajemniczonych, którzy nie zdają sobie sprawy ze słabego ich działania. Wielu także wciąż nie wie, że programy da się zwyczajnie oszukać, czego oczywiście nie polecamy. Prawa autorskie to świętość i każdy powinien to sobie dobrze uświadomić. W Polsce mało kto docenia cudzą własność, a program antyplagiatowy, czy skuteczny czy nie, może tego w jakiś sposób uczyć i zachęcać do samodzielnego pisania prac. Szkoda tylko, że to uczelnia nie docenia prac studentów, traktując je niemal jak swoje. Jeśli jest to praca stworzona w pełni przez studenta, to trzeba by mu było dać całkowite prawo dysponowania utworem, a tak niestety nie jest. Ale to już zupełnie inna historia.

Plagiat i jego konsekwencje

Plagiat jest nieuczciwy. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że plagiat jest nieetyczną praktyką. W Polsce rzadko kiedy przywiązuje się taką wagę do nieuczciwego postępowania związanego właśnie z kopiowaniem czyichś tekstów, darmowym pobieraniem muzyki czy filmów. Raczej od zawsze internet uważany był za darmowe źródło różnych treści i dokumentów. Rzadko kiedy ktoś kogoś potępiał za tego rodzaju zachowania. Ten spryt bywał wręcz doceniany.

Prawne aspekty plagiatu

Plagiat to jednak nie tylko wątpliwie moralna praktyka, ale przede wszystkim przestępstwo. Polskie prawo mówi o tym dokładnie, że jest to przestępstwo karane grzywną, a nawet karą ograniczenia wolności do lat 3. Stanowi o tym art. 115 pkt 1 ustawy prawo autorskie, zgodnie z którym: „kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, ograniczenia wolności albo grzywny.” Ponadto, w myśl art. 78 „twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę albo – na żądanie twórcy – zobowiązać twórcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.”

Jak wykrywa się plagiat?

Jeśli myślisz, że twoje działania nie zostaną wykryte, to bardzo się mylisz, ponieważ dziś jest to naprawdę łatwe. Wiele uczelni korzysta obecnie z programów antyplagiatowych, przez które przechodzą wszystkie prace naukowe. Coraz trudniej jest więc oszukiwać i kopiować całe fragmenty cudzych publikacji, jak to było niegdyś. W następnym artykule, postaramy się objaśnić co robić, aby jednak uniknąć plagiatu.

Podstawowe zalety dobrych programów antyplagiatowych

Na rynku pojawiają się nowe programy antyplagiatowe, ale czy aby na pewno są rzetelne i łatwe w obsłudze, a co najważniejsze, spełniają swoją podstawową funkcję? Jak więc wybrać dobrej jakości program antyplagiatowy i czym się kierować podczas jego użytkowania?

Darmowy

W sieci można z łatwością znaleźć całą masę bezpłatnych programów antyplagiatowych. Jak to zwykle bywa, nie wszystko co jest dostępne za darmo, może się cieszyć dobrą sławą. Lepiej więc szukać złotego środka. Ponadto jeśli zawodowo nie zajmujemy się publikacjami, które nieustannie trzeba kontrolować pod kątem plagiatu, nie ma sensu inwestować w drogie oprogramowanie. Na amatorskie potrzeby, a często tylko jednorazowe sprawdzenie pliku, zdecydowanie wystarczy bezpłatne narzędzie.

Aktualizowany

To bardzo istotne, aby programy antyplagiatowe, nawet te darmowe, były nieustannie aktualizowanie. Często słabością wielu z nich jest możliwość oszukania programu. Brzmi to dość niewiarygodnie, ale istnieje taka szansa. Ciągłe aktualizacje i poprawianie błędów, pomogą uniknąć tego rodzaju sytuacji.

Łatwy w użyciu

Łatwość użytkowania programów, nie tylko antyplagiatowych, to podstawa. Nie każdy jest przecież alfą i omegą czy komputerowym nerdem, aby sprawiać sobie wątpliwą przyjemność odkrywania nowych funkcji oprogramowania. Tego rodzaju narzędzia mają więc działać w prosty oraz intuicyjny sposób. Po zaznaczenie tekstu, wklejamy go w ramkę, a za chwilę uzyskujemy wyniki. Możliwość zapisania rezultatów lub przejrzenia błędów, to już funkcje, które otrzymamy w pakiecie.

Czytelny, przejrzysty, szybki

To kolejne istotne cechy oprogramowania antyplagiatowego. Wykryte zdania, które zostały poddane pod wątpliwość, podkreślane są na czerwono, a następnie generowany jest wynik podający procentową zawartość plagiatu w tekście. Wszystko zwykle odbywa się w krótkim czasie, tak więc pracę dyplomową można sprawdzić w ciągu zaledwie 10 minut. Gorzej, jeśli mamy ich do przeanalizowania ponad 100, ale to już problem promotora pracy.

Dlaczego studenci boją się programów antyplagiatowych?

Raporty mówią, że studenci mają obawy przed korzystaniem z programów antyplagiatowych. Dlaczego? Czy czują się winni? Wiedzą, iż dopuścili się jakiegoś oszustwa? A może to za sprawą niskiej skuteczności tych programów?

Nie ma jednej odpowiedzi na te pytania. Jest pewnie jakaś grupa studentów, którzy liczą na łut szczęścia i oszukują podczas pisaniach swoich prac licencjackich czy magisterskich. Z drugiej strony, istnieją także programy mało skuteczne. A może wątpliwa jest w ogóle jakość wszystkich dostępnych na rynku programów antyplagiatowych? Bo jeśli pięć następujących po sobie słów, które tworzą jakiś zwrot czy zdanie, jest identyczna z takimi samymi, które wystąpiły już w innej pracy, wówczas może być to uznane za plagiat. Problem w tym, że pisząc pracę czasem musimy posłużyć się utartymi zwrotami albo nieświadomie używamy konkretnych wyrażeń. System języka polskiego stwarza wiele kombinacji słów i ich połączeń, ale czy aby są one nieskończone? Pytań dotyczących programów antyplagiatowych i ich szerszego zastosowania jest również sporo. Nie rozwiązuje to jednak problemu obaw studentów dotyczących ich prac, co do których nie mają wątpliwości, że zostały napisane samodzielnie.

Czy istnieje jakieś rozwiązanie?

Ostatecznie za naruszenie praw autorskich w pracy magisterskiej czy licencjackiej nie odpowiada wyłącznie student, ale także jego promotor. Uczelnia kładzie na niego nacisk bardzo skrupulatnego sprawdzania prac i analizy pod kątem ewentualnej kradzieży praw autorskich. W praktyce nie jest to jednak możliwe, ponieważ jeden promotor czasem opiekuje się pracami aż 100 studentów, więc nie jest w stanie być na tyle szczegółowy, jak by się tego oczekiwało. Uczelnia postanowiła więc znacznie ograniczyć te wygórowane liczby i nie nakładać na promotorów tak wielu prac. Być może będzie to jakieś rozwiązanie, tymczasem jednak, programy antyplagiatowe to najlepsze, co do tej pory wymyślono i musimy się ich kurczowo trzymać.

Walka z plagiatem na polskich uczelniach

Jeśli myślisz, że walka z plagiatem jest jak walka z wiatrakami, to się grubo mylisz. Możliwe jest bowiem skuteczne sprawdzanie tekstów pod kątem naruszania praw autorskich osób trzecich. Wymaga to jedynie specjalnych systemów, programów oraz ich wdrażania, co zdecydowały się robić także polskie uczelnie.

Uczelnie sprawdzają prace

O wysiłkach podejmowanych przez nasze Uniwersytety słyszeliśmy już nie raz. Widocznie nie były jednak tak efektywne, ponieważ w roku 2016 przeznaczono na ten cel 35 milionów złotych z funduszy unijnych. To za sprawą nowelizacji o szkolnictwie wyższym z 2014 roku. Znalazł się tam zapis “Warunkiem przystąpienia do egzaminu dyplomowego jest pozytywna ocena pracy dyplomowej. Praca dyplomowa jest samodzielnym opracowaniem określonego zagadnienia naukowego lub artystycznego (…) Uczelnia jest obowiązana do sprawdzania pisemnych prac dyplomowych przed egzaminem dyplomowym z wykorzystaniem programów antyplagiatowych współpracujących z ogólnopolskim repozytorium pisemnych prac dyplomowych” (Art. 167 a).

Do tej poru uczelnie nie sprawdzały wszystkich prac, dlatego musiało to ulec zmianie. System został wdrożony już z początkiem 2016 roku, a więc od tego momentu skutecznie wertuje się prace dyplomowe oraz magisterskie studentów, jakie były obronione od roku 2009. W tym celu Ministerstwo nauki i Szkolnictwa Wyższego udostępniło uczelniom Ogólnopolskie Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (ORPPD).

Trudne zadanie

Wiele uczelni poleca studentom samodzielne sprawdzanie prac. Tak jest też w Wielkiej Brytanii. Najwięcej pracy wciąż spada jednak na promotora, który ma obowiązek sprawdzić otrzymane od studenta materiały. Coraz łatwiej wykryć oszustwa, jednak trzeba też mieć świadomość, że zapożyczenia po prostu się zdarzają. Studenci angielscy mają więc szanse samodzielnie dokonywać poprawek, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Być może uczelnie mają do nich większe zaufanie, niż do naszych polskich żaków?