Cenzura w Internecie staje się faktem

Ostatnio wszystkie oczy zwrócone były na Parlament Europejski, który debatował na cenzurą w Internecie. Ostatecznie tak niepokojące ACTA 2 zostały przegłosowane przez 348 posłów i przyjęte. Artykuły 11 i 13 nowej dyrektywy UE w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym stały się więc faktem. Jakie ma to konsekwencje dla zwyczajnych użytkowników? Raz po raz słychać głosy, że Internet od tej pory nie będzie już takim samym miejscem.

Internet w służbie koncernom

Rzeczywiście wolność słowa i poglądów po wprowadzeniu ACTA 2 należeć będzie już do przeszłości. Widmo przejęcia ideowej kontroli przez koncerny staje się bardzo realne. Jeśli internauci nie będą mogli swobodnie publikować własnych tekstów, grafik, animacji, to zostaną nam już wyłącznie suche treści bez polotu. Na portalach ujrzymy tylko takie informacje, które będą się zgadzały z polityczną wizją świata, jaką roztaczają przed nami możni i decydenci nie zostawiając nam miejsca na dowolny komentarz.

Koniec z memami

ACTA dotknął memy, ale tym samym nieograniczoną możliwość wypowiedzi na każdy temat. Czy rzeczywiście teraz nie będzie można nikogo skrytykować, nawet jeśli nie ma to znamion obraźliwych? Komentarze własne, opinie i poglądy także zniknął. Generalnie ma to w swoim zamyśle chronić wydawców treści, czyli wielkie koncerny, jakie lobbowały za wprowadzeniem dyrektywy. Jeśli osłabną małe portale i serwisy, które komentowały rzeczywistość zgodzie ze swoją perspektywą widzenia, a więc w sposób wolny i nieskrępowany, to te najbardziej wpływowe media wybiją się na plan pierwszy. Oznacza to nic innego, jak wzmocnienie dużych koncernów medialnych i wyeliminowanie z rynku mniejszych graczy. Internet stanie się więc narzędzim w służbie lobbujących, mających władzę jednostek.

Automaty usuwające niezgodne treści

Faktem staną się też bardzo inteligentne systemy moderujące treści w Internecie, które mają samodzielnie wyszukiwać serwisy czy blogi, jakie są niezgodne z przyjętą dyrektywą. Wszyscy, którzy nie dostosują się więc do panującego prawa, zostaną trwale usunięci z sieci. Trudno będzie zatem uciec od algorytmu i zachować obiektywne, wolne wpisy, bo ścigać nas będzie sam automat, a nie człowiek.

Cenzura You Tube

Już dziś amerykańskie portale społecznościowe polują na niektóre rodzaje treści, jakie dostępne są w serwisie You Tube. Na liście przygotowanych do blokowania znajdują się te, które poruszają teorie spiskowe, ale także publikują informacje dotyczące medycyny alternatywnej. Dziś działają one na szkodę wielkich wpływowych koncernów, m.in. związanych z przemysłem farmaceutycznym. Najprostszym sposobem zyskania wpływu jest więc zablokowanie wszystkiego, co potencjalnie ma im zagrażać. Najciekawsze jest jednak to, że wszystkie wprowadzane zmiany, które ewidentnie są brutalnym zamachem na wolność słowa, zostały wywołane właśnie pod hasłem ochrony własności intelektualnej. Manipulacja osiągnęła swój szczytowy punkt, ale czego nie robi się dla uzyskania tego, co się założyło?

6 wskazówek jak być anonimowym w Internecie?

Anonimowość w sieci? Czy to jeszcze w ogóle możliwe? Nieustannie dowiadujemy się o aferach związanych ze śledzeniem obywateli poprzez szpiegowskie oprogramowania ukryte w zwyczajnych aplikacjach lub o portalach społecznościowych wykradających nasze dane. Czy w takich warunkach, wszechobecnej inwigilacji da się być niewidzialnym?

Przestań publikować

W pierwszej kolejności musisz przestać publikować swoje prywatne życie w sieciach społecznościowych. W ten sposób ktoś, kto jest zainteresowany twoimi poczynaniami ma do ciebie bezproblemowy dostęp. Łatwo jest więc dzięki temu ustalić jakie masz zainteresowania, zasobność portfela czy nawet adres. Im mniej wiedzą o tobie inni, tym jesteś bezpieczniejszy – trzymaj się tej zasady, bo nigdy nie wiadomo kiedy to się może przydać.

Ukryj się w Internecie

Tak, jest to możliwe poprzez VPN. Dzięki temu sprytnemu rozwiązaniu możesz przekonać innych, że jesteś w zupełnie innym miejscu na Ziemi.

Blokuj lokalizację

Korzystanie z lokalizacji w telefonie czy komputerze bywa bardzo komfortowe, ponieważ bez żmudnego wpisywania każdorazowo swojego adresu, szybko da się ustalić jakie np. restauracje mamy w pobliżu. Nie ukrywajmy, często z tego korzystamy, a w ten sposób bardzo łatwo jest ustalić, gdzie akurat przebywamy. Odtworzenie całej drogi, jaką przebyliśmy w ciągu dnia będzie niezwykle proste, choćby nawet dla niewprawionego stalkera.

Nie zgadzaj się na cookies

Nieustannie jesteśmy bombardowani zgodą na akceptację plików cookies. Wyobraźcie sobie, że wcale nie trzeba się na to zgadzać. Wystarczy zablokować taką opcję w ustawieniach dostępu do witryn i jesteśmy uratowani od nieustannie dochodzących do nas reklam. Zwykle właśnie po to są wykorzystywane. Aby zbierać dane z naszej historii przeglądania. Niech was więc nie dziwi, że kiedy zainteresujecie się jakimś przedmiotem, natychmiast otrzymujecie sugestie dotyczące ich zakupu także na innych witrynach. Gorzej, jeśli takie poufne informacje dostaną się w niepowołane ręce. Wówczas łatwo można to wykorzystać przeciwko wam.

Wyłącz wszystkie wtyczki

Wtyczki, czyli pluginy potrafią być bardzo pożyteczne, podczas korzystania z niektórych aplikacji czy internetowych witryn. Jednak równocześnie nam zagrażają, ponieważ to łatwa droga do przemycenia wirusów, gdyż potrafią być zwyczajnie dziurawe. Warto więc wyłączyć wszystkie wtyczki na wypadek niepożądanych działań z zewnątrz.

Korzystaj z kilku skrzynek pocztowych

Istotne jest, aby posiadać różne skrzynki pocztowe do konkretnych działań w Internecie. Raczej nie decydujmy się zakładać wyłącznie jednego maila (i to jeszcze pod naszym imieniem i nazwiskiem) do zakupów czy co gorsza, korzystania z portali randkowych. Wówczas bardzo łatwo jest nas namierzyć i skompromitować, jeśli będzie to mail firmowy. Miejmy kilka kont, najlepiej na zaufanych serwisach, jak np. ProtonMail. Tam zachowamy poufność i dyskrecję, czego niestety nie zagwarantują nam powszechne serwery pocztowe.

10 sposobów ochrony swojej karty kredytowej

Karty płatnicze stały się już powszechniejsze niż gotówka. Większość z nas dokonuje dziś zapłaty za zakupy w sklepie kartą, ponieważ jest to dla nas wygodniejsze, a poza tym, unikamy problemu braku drobnych. Według danych, w 2016 roku na polskim rynku było aż 27 mln kart debetowych oraz 6 mln kredytowych. Te liczby wciąż rosną, dlatego należy być świadomym jak je chronić.

Kradzież danych z karty

Metody kradzież danych z karty płatniczej są coraz bardziej wyrafinowane. Co ciekawe, nie musimy już dysponować naszą fizyczną kartą, aby móc za jej pomocą dokonać transakcji. Złodzieje działają w zgoła inny sposób. Wystarczy, że zbliżają się do nas w zatłoczonym autobusie lub tramwaju i za pomocą zainstalowanej aplikacji w telefonie sczytują wszystkie dane z naszej karty. Od tego momentu to już prosta droga do kradzieży dostępnych na koncie środków, aczkolwiek płatności będą mogli dokonywać wyłącznie zbliżeniowo. Ten proceder nosi nazwę skimming. Bardzo znane są już przypadki instalowania w bankomatach małych kamerek oraz urządzeń, które pozyskują dane katy. Złodzieje dokonują tego procederu również bezpośrednio ze stron, gdzie zapamiętane są wrażliwe dane. Dzieje się tak szczególnie wtedy, kiedy korzystamy ze sklepów internetowych, które są po prostu słabo chronione. Co możemy więc zrobić, aby skutecznie chronić się przed kradzieżą pieniędzy z konta?

  1. Staraj się nie zgubić nigdzie swojej karty.
  2. Zasłaniaj ręką cyferki, podczas wpisywania pinu w bankomacie.
  3. Nigdy nie zapisuj w portfelu szeregu cyfr, które stanowią twój pin do karty.
  4. Spraw sobie metaliczne etui do kart, ponieważ noszenie ich w przegródkach skórzanego portfela nie pozwoli ochronić danych karty przed ich zdalną kradzieżą. Możesz też wyłączyć płatności zbliżeniowe, przez co nie będziesz tak narażony na kradzież pieniędzy z karty.
  5. Zawsze sprawdzaj czy strony internetowe, na których dokonujesz zakupów kartą płatniczą, posiadają wszelkie zabezpieczenia, jak systemy szyfrujące i certyfikaty https.
  6. Zawsze chroń swój pin oraz kod CVV, nie udostępniaj ich nikomu, a zwłaszcza nie zapisuj na mało wiarygodnych stronach internetowych.
  7. Ustaw limity na swoim koncie i nigdy nie gromadź pieniędzy w jednym miejscu. Lepiej stwórz kilka subkont, a na konto główne przelewaj tylko tyle pieniędzy, ile chcesz wydać jednorazowo. Dodatkowo pamiętaj o limitach, jakie warto jest ustalić, a większą gotówkę trzymać np. na lokatach.
  8. Włącz usługę powiadamiania o transakcji, jakie wykonujesz na swoim koncie. W ten sposób będziesz każdorazowo powiadamiany, kiedy dochodzi do przelewu czy wybrania środków z konta, nawet jeśli nie będziesz mieć w tym akurat udziału.
  9. Ubezpiecz swoją kartę. Jest to najlepszy sposób na otrzymanie np. odszkodowania za skradzione kwoty z naszego konta. Zwykle ubezpieczenia nie są wysokie, dlatego warto to przemyśleć i czuć się bezpieczniej.
  10. Zawsze mniej przy sobie numer do banku, aby w sytuacji awaryjnej móc tam szybko zadzwonić i zastrzec swoją kartę.

Czy można być anonimowym w sieci?

Wiele osób nie zastanawia się czy ich obecność w internecie obarczona jest jakimś ryzykiem, na przykład kradzieżą prywatnych danych. Mało tego, bez żadnych oporów udostępniają innym internautom swoje zdjęcia, fotografie dzieci czy domów. Wszystko to może mieć dla nich przykre konsekwencje, więc warto chwilę przyjrzeć się sposobom ochrony informacji.

Pozostawiasz trwały ślad

Każda obecność w internecie, choćby chwilowa, to pozostawianie po sobie licznych śladów. Otwierając jakąś stronę, jesteśmy o to pytani. Akceptujemy wyskakujące ciasteczka i klikamy we wszelkie zgody bez minimum refleksji, czy to nie będzie nam aby zagrażać. Okazuje się, że dużym ryzykiem obarczona jest także nasza obecność na Facebooku. Wciąż nie ma pewności czy dane milionów ludzi, będących zarejestrowanymi na tym popularnym portalu społecznościowym, nie posłużyły do szeroko zakrojonej manipulacji, której celem miał być wybór Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Faktem jest, że do wycieku prywatnych danych doszło i trudno powiedzieć, jak można było do tego w ogóle dopuścić. Mając na uwadze tę głośną aferę z Markiem Zuckerbergem na czele, zastanówmy się na drugi, co udostępniamy innymi starając się chronić swoją prywatność w jak największym stopniu.

Chcesz być choć trochę anonimy w sieci?

Oczywiście, nie da się być całkowicie anonimowym w przestrzeni internetowej. To kompletnie niewykonalne, chyba że zrezygnujemy z sieci. Są jednak pewne minimalne sposoby ochrony danych, które można bez żadnych problemów wdrożyć w życie. Po pierwsze, zastosuj programy blokujące na przykład reklamy, czyli popularne ad blockersy. Dzięki temu wiadomości dotyczące twoich zainteresowań, służące później w celach statystycznych, nie będą wyciekały do realnego świata, a tobie nie będą podsyłane żadne sugestie związane z zakupami. Włącz tryb incognito w przeglądarkach internetowych. Nie zgadzaj się na wszystkie ciasteczka, nie musisz za każdym razem wyrażać na nie zgody, gdy masz ku temu wątpliwości. Ponadto, wyłącz geolokalizację, która łatwo namierza cię w czasoprzestrzeni.

Aplikacje szpiegujące

Nie dawaj się nabrać na darmowe aplikacje, które niby mają ułatwiać ci życie lub usprawniać twoje działania na telefonie. Niektóre to pułapki. Kryją się za nimi złośliwe programy szpiegujące, które nieustannie cię śledzą i zbierają twoje dane dotyczące zainteresowań, przemieszczania się, a czasem nawet haseł. Warto zaopatrzyć się w programy antywirusowe, nie tylko na komputerze, ale też dedykowane na telefony, aby nikt nie mógł złamać twoich zabezpieczeń i skopiować wrażliwych danych lub zdjęć. Istnieje wiele wątpliwości dotyczących przechowywania np. fotografii w chmurach internetowych. Wciąż nie wiadomo czy jest to dostatecznie bezpieczne i czy nikt na pewno nie ma do nich dostępu. Da świętego spokoju nie przechowuj tam zdjęć prywatnych czy fotografii twojego dziecka. Istnieje hipoteza, że porwania dzieci mają swój początek właśnie w internecie, skąd przestępcy dowiadują się o ich lokalizacji i prywatnych informacjach.

Niech marzenia staną się rzeczywistością – WESOŁYCH ŚWIĄ

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku pragniemy serdecznie podziękować za powierzone nam zaufanie w roku obecnym. Mamy również nadzieję, że w roku kolejnym wspólnie uda nam się spełnić nasze biznesowe cele.

Z tego miejsca życzymy wszystkim naszym Klientom, Partnerom oraz Sympatykom, dużo szczęścia, spokoju oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i sukcesów w pracy zawodowej. Niech nadchodzące Święta Bożego Narodzenia niosą ze sobą wiele radości oraz refleksji dotyczących minionego okresu i planów na nadchodzący Nowy Rok.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku!

Linkowanie – jak nie naruszać prawa autorskiego?

Jeśli jesteś czynnym użytkownikiem Internetu, to z pewnością wielokrotnie zastawiałeś się, jak umieszczać tam różne treści bez wyraźnego łamania prawa autorskiego ich twórców. Przepisy w tej kwestii się wciąż zaostrzają, więc trzeba być naprawdę ostrożnym, aby spać spokojnie i nie spodziewać się żadnych konsekwencji prawnych dotyczących ewentualnego naruszenia czyichś praw. Dziś o tym, czy linkowanie poprzez hiperłącza też może być problematyczne?

Publiczne udostępnianie

Kwestia dotycząca linkowania czyichś artykułów lub zdjęć i ich ewentualnego naruszenia praw autorskich stała się powszechna, kiedy do Unijnego Trybunału sprawiedliwości trafiła sprawa GS Media BV (C-160/15) – spółki, która opublikowała na swojej stronie hiperłącza do zdjęć, jakich autorstwo nie należało do nich. Sprawa ta była nieco skomplikowana, ale ostatecznie GS Media BV nie zdecydowała się usunąć przekierowania ze swojej witryny, mimo że zostało to nakazane przez właścicieli tych zdjęć, a więc firmę Sonoma Media Netherlands BV. Spór ten znalazł swój finał w Unijnym Trybunale Sprawiedliwości, a wyrok okazał się być zaskakujący dla autorów zdjęć, czyli Sonoma Media Netherlands BV. TSU w 2016 roku uznał, że hiperłącze nie narusza praw autorskich, ponieważ zostało umieszczone przez firmę GS Media BV tylko w celach informacyjnych, a nie zarobkowych. Materiały te były przecież dostępne na witrynie źródłowej w sposób legalny i każdy użytkownik Internetu mógł się z nimi bez żadnych przeszkód zapoznać, więc ostatecznie GS Media BV nie dopuściła się żadnego wykroczenia.

Zakaz zarobkowania za pośrednictwem hiperłącza

Wyrok TSU oznacza więc, że linkowanie, a więc udostępnianie hiperłączy odsyłających do artykułów lub zdjęć, które nie są naszym autorstwem jest dozwolone, o ile nie będziemy czerpać z tego faktu żadnych korzyści majątkowych. Istotne jest przy tym, aby nie narzucać odbiorcom żadnych zakazów związanych z możliwością przeglądania tych linkowanych treści. Ściślej mówiąc, nie wolno nam np. skłaniać odbiorców do wykupienia dostępu, który dał by nam otwarte drzwi do obejrzenia danego hiperłącza. Jeśli na stronie źródłowej materiały te są dostępne dla szerokiej publiczności Internetu, tak samo musi być również na witrynie, gdzie są one linkowane. W przeciwnym wypadku oznaczałoby to właśnie zarobkowanie na czymś, co de facto nie należy do nas.

Co kraj to wyrok

Wyrok TSU nie oznacza, że i w Polsce będziemy potraktowani tak ulgowo, jeśli zamieścimy hiperłącze odsyłające do czyichś materiałów autorskich. W końcu w praktyce wciąż jest to udostępnianie publiczne nie naszych treści, zdjęć czy utworów bez zgody autora. Także i w Polsce zdarzały się już wyroki w tej kwestii i nierzadko mają one przykre konsekwencje dla osób udostępniających linki na własnych witrynach. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku udostępnienia hiperłącza do materiałów, gdzie autor publikował swoje osobiste zdjęcie, a nie zgodził się na rozpowszechnianie tego wizerunku dalej. Okazuje się zatem, że lepiej być w tym temacie ostrożnym, bo trudno jednoznacznie zgadnąć jaka będzie interpretacja sądu.

Tatuaż też podlega prawom autorskim

Obraz skrupulatnie tatuowany na ludzkim ciele jest bez wątpienia sztuką, a to od zawsze podlega prawu autorskiemu. W zdecydowanej większości projekty tatuaży tworzone są na indywidualne zamówienie. Profesjonalny tatuażystka udostępnia swoim klientom katalog szkiców, jakie będzie w stanie wykonać. Wszystkie są jego własnym dziełem, dlatego muszą być chronione prawem. 

Utarty szablon też chroniony?

Niektórzy tatuażyści posługują się gotowymi szablonami, jakie później odwzorowują na skórze swoich klientów. Wówczas nie będą to więc utwory czy dzieła, a tym samym nie zostaną objęte prawami autorskim. Można je zatem dowolne powielać. Istnieje wiele takich projektów i nikt nie rości sobie do nich żadnych praw majątkowych.

Kto jest właścicielem danego tatuażu?

Jeśli tatuaż został wykonany na zlecenie przez artystę, który następnie przeniesie go na skórę klienta, wówczas to on ma pełne prawo do tego dzieła. W przypadku zaś, gdy to klient stworzy sobie konkretny projekt i poprosi o jego odwzorowanie na własnym ciele, będzie jego prawnym właścicielem. Tatuażysta nie może więc bez żadnego uzgodnienie, umowy czy zakupu tych praw majątkowych, powielać go w swoim zakładzie i sprzedawać innym klientom, ponieważ będą mu grozić konsekwencje karne.

Projekty artystów

Niektórzy tatuażyści decydują się na współpracę z artystami plastykami, którzy tworzą na ich indywidualne zamówienie określone projekty. Taka współpraca polega wówczas na odkupieniu praw autorskich od artysty, aby tatuażysta mógł go następnie dowolnie powielać. Bywa, że w studiach tatuażu aż roi się od dzieł, jakie są zwyczajnie kradzione ich twórcom, a więc po prostu przywłaszczane bez żadnej ich zgody. Obecne prawo będzie wobec takich procederów bezwzględne, tak samo, jak w przypadku wszelkich prac plastycznych, zdjęć czy muzyki publikowanej i udostępnianej w internecie.

Konsekwencje dla tatuażysty? 

Kradzież czy przywłaszczenie sobie cudzego projektu dzieła plastycznego, jakie później zostaje skrupulatnie i artystycznie przeniesione na ludzką skórę, będzie karane. Jego właściciel może bowiem domagać się od tatuażysty rekompensaty pieniężnej będącej zadośćuczynieniem za poniesione starty. Całe zajście może się jednak także skończyć sprawą karną, dlatego lepiej nie decydować się na łamanie prawa autorskiego.

A co z inspiracją? 

Istnieje także sytuacja, kiedy tatuażysta inspiruje się tylko określonym dziełem plastycznym. Dokonuje przy tym jego poprawek i zmian. Stopień ingerencji w projekt będzie uzależniał zakres praw autorskich. Czasem nie mamy wówczas do czynienia ze złamaniem prawa. Tatuażysta nie musi wtedy starać się o zgodę autora do dokonana jakichś modyfikacji. Inspiracji dziełem nie traktuje się jako plagiat czy kradzież, ale jest to już wtedy osobny utwór, a prawo autorskie będzie przysługiwać tatuażyście. Takie rozwiązanie bywa tańsze i mniej skomplikowane, stąd jest to praktyka częściej stosowana, aniżeli występowanie o zgodę do autora pierwotnego projektu.

Prawo autorskie do muzyki podczas montażu

Bardzo często podczas montażu choćby prywatnych filmików z wakacji czy też materiałów, jakie publikujemy później na Facebooku oraz innych portalach społecznościowych, wykorzystujemy muzykę. Nie jest ona nasza, czy więc musimy za to płacić lub pytać o pozwolenie twórców? Co mówi na ten temat ustawa o prawie autorskim?

Dozwolony użytek

Wyobraźmy sobie sytuację, w której nie możemy w żaden sposób bez zezwolenia twórcy korzystać z różnych piosenek. Chcąc podłożyć dźwięk pod jakikolwiek filmik służący nam do użytku prywatnego musielibyśmy za to zapłacić, jeśli wszystko miałoby się odbywać legalnie. Taka sytuacja wydaje się być niezwykle trudna, dlatego prawo autorskie ograniczyło monopol autorski wprowadzając definicję dozwolonego użytku, co wiele ułatwia.

Użytek prywatny i publiczny

W ramach dozwolonego użytku wyróżnia się dwa jego typy, a mianowicie użytek prywatny i publiczny. Ten pierwszy zakłada korzystanie z danego utworu muzycznego, powielanie filmu czy zdjęć twórcy tylko w ramach określonego grona osób, którymi są osoby pokrewne osobie korzystającej z dzieł twórcy. Chodzi tu więc tylko o rodzinę i bliskich. W praktyce można zatem korzystać z dzieła na przykład tworząc podkład muzyczny pod filmik z wesela, ale wyłącznie na własne potrzeby. Nie wolno go zaś publikować na przykład na Facebooku czy własnej stronie, ponieważ wówczas będzie on już poddany użytkowi publicznemu. Nie mamy bowiem żadnego wpływu na to, kto będzie z niego rzeczywiście korzystał i być może nawet dalej powielał czy kopiował. Osoba zarządzająca dziełem twórcy na użytek prywatny musi mieć świadomość, kto będzie mieć do niego dostęp, ponieważ udostępnia go wyłącznie na własną odpowiedzialność.

Jak korzystać z dzieła na użytek publiczny?

Niestety, jest to dość utrudnione, ponieważ zanim opublikujemy dane dzieło twórcy, musimy najpierw zapytać go o zgodę. Powinniśmy się więc skontaktować bezpośrednio z twórcą lub spadkobiercami, którzy uprawomocnieni są do zarządzania jego twórczością i dysponowania prawem autorskim do utworu. Będzie to wówczas korzystanie z prawa autorskiego. Istnieje jednak także prawo pośrednie, które wymusza na nas obowiązek skontaktowania się także z osobami, które na przykład komponowały muzykę, tworzyły tekst piosenki czy jako studio nagrań dysponują jakimiś prawami do dzieła. Nie wolno tego pominąć, więc jak widać, korzystanie z czyichś dzieł może być naprawdę utrudnione.

A co gdy naruszymy prawa autorskie?

W takiej przykrej sytuacji będziemy odpowiadać z tytułu odpowiedzialności cywilnej lub karnej za naruszenie czyjegoś prawa autorskiego i majątkowego. Autor dzieła może ubiegać się wówczas o usunięcie skutków nieprawnego działania, ale też domagać się wszelkich roszczeń finansowych. Twórcy będą też przysługiwać tzw. roszczenia publikacji, co oznacza, że ma on prawo ubiegać się o sprostowanie i wydanie stosownego oświadczenia, że jego prawa autorskie i majątkowe do konkretnego dzieła zostały naruszone, a to on jest ich wyłącznym twórcą.

Co robić, kiedy ktoś kopiuje twoje treści?

Internet to studnia bez dna. Jest tak samo pożyteczny, jak szkodliwy. Często napotykamy się także na te same lub podobne treści. Trudno upatrywać w tym coś złego, dopóki ktoś nie skopiował naszego artykułu, logo czy opisów firmowych słowo w słowo. Wówczas możemy już mówić o plagiacie i trzeba coś z tym zrobić, ale co?

Nie oskarżaj, póki nie masz pewności

Oskarżenia dotyczące plagiatu muszę być poparte faktycznymi dowodami. Łatwo jest kogoś posądzić o plagiat, ale trzeba mieć ku temu prawdziwe podstawy. Przecież ktoś także mógł wpaść na ten sam pomysł artykułu co ty. Druga osoba miała prawo do podobnego logo. Czasem inspiracje spływają na nas niezależnie i naprawdę mogą się powtarzać. Co innego jednak, jeśli coś zostało żywcem skopiowane z naszej strony. Mamy więc identyczny fragment i brak jakichkolwiek wątpliwości, że został nam zwyczajnie ukradziony. Musisz też pamiętać, aby sprawdzić czas powstania tego fragmentu i porównać go z twoim. Być może będzie to tzw. twórczość równoległa, czyli sytuacja, w której ktoś wpadł na ten sam pomysł co ty. Tutaj znowu warto przeanalizować czy cały fragment, wraz ze spójnikami i przecinkami, szykiem zdań nie jest przypadkiem identyczny. Pomocnymi linkami mogą się okazać:

Wyszukiwanie obrazem Google:

http://www.google.pl/intl/pl_ALL/insidesearch/searchbyimage.html

TinyEye:

https://www.tineye.com

Współmierna reakcja

Jeśli już ustaliłeś, że twoja praca rzeczywiście została splagiatowana, to musisz coś z tym zrobić. Warto reagować, aby inni użytkownicy internetu nie czuli się bezkarni. To zawsze kradzież, choć być może o małej szkodliwości czynu. Trzeba to naprawdę dobrze przeanalizować. W sytuacji, gdy nie tracisz pieniędzy, klientów, a plagiat nie uczynił ci dużych lub nawet żadnych szkód, to nie ma sensu walczyć zbyt wygórowanymi środkami. Szkoda czasu i energii. Dobrze jest wtedy skontaktować się z osobą, która nas splagiatowała i uświadomić je, że właśnie dokonała przestępstwa, złamała prawo. Nie można tego ukrywać i przemilczeć. Koniecznie wspomnijmy, że domagamy się usunięcia treści lub ewentualnego sprostowania polegającego na umieszczeniu linku odsyłającego do oryginału. Zamieszczenie przeprosin również będzie bardzo miłe i może się już stać stosownym zadośćuczynieniem.

Upublicznij zaistniałą sytuację

Gdy poniosłeś jakieś nieprzyjemne konsekwencje z faktu, że ktoś cię splagiatował, to dobrze jest upublicznić zaistniałą sytuację w mediach społecznościowych. To zawsze skutecznie psuje opinie sprawcy i jest dobrym sposobem nagłośnienia całego zajścia. Na Facebooku są ponadto specjalne formularze do zgłaszania plagiatu. To samo dotyczy też Instagrama. Podobną opcję udostępniają takie serwisy, jak WordPress.com lub Blogspot. Zawsze ostatecznym wyjściem jest zgłoszenie sprawy na policji i rozpoczęcie sądowej batalii. To będzie trwać długo i  trudno powiedzieć czy uda się nam dojść swoich praw.