5 przykładów, czym nie jest plagiat

Plagiat, to najprościej rzecz ujmując sytuacja, w której następuje kradzież cudzego dzieła. Nie jest to tylko tekst, ale też materiały audiowizualne, rysunki, a nawet pomysły twórcze, które zostały już w jakiś sposób zmaterializowane. Polskie prawo określa to bardzo jasno, jednak w praktyce bywa różnie. Nie każdy rozumie, jak to dokładnie działa, a poza tym nie wszyscy chcą się ubiegać o jakiekolwiek zadośćuczynienie. Dbają więc o to głównie duże wydawnictwa lub szanujące się firmy. Warto się jednak przekonać, co nie jest plagiatem.

Ta sama stylistyka i środki wyrazu

Nie będzie plagiatem korzystanie z tych samych środków wyrazu podczas tworzenia działa, a ściślej tekstu. Podobne metafory czy stosowanie identycznych wyrazów lub konstruowanie dialogów jest więc dozwolone. Trudno byłoby bowiem kontrolować swój sposób pisania do tego stopnia. Określone zabiegi stylistyczne mogą być i faktycznie są powszechne, ponieważ język, jako system, jest przecież wyczerpywalny.

Twórczość równoległa

Czym jest twórczość równoległa? Otóż jest to wykorzystanie tego samego pomysłu na książkę, utwór czy odkrycie. Plagiat jest bowiem tylko czymś, co popełniamy świadomie. Istnieją zatem sytuacje, kiedy coś powstaje w tym samym czasie, zupełnie niezależnie od siebie. Zdarzenia, kiedy dwie osoby dokonują identycznego procesu twórczego są z pewnością bardzo rzadkie, ale jednak mają miejsce.

Przedruki artykułów

Okazuje się, że jeśli mamy ochotę skopiować czyiś tekst i równocześnie podpisać go imieniem oraz nazwiskiem autora, nawet wskazując stronę czy publikację, z której go zaczerpnęliśmy, to nie jest to plagiatem! Pewnie nierzadko wydawało się, że istotnie można wówczas mówić o plagiacie. Otóż to nieprawda. Jest to niczym innym, jak niewłaściwym posługiwaniem się cytatem, a wręcz przekroczeniem granic prawa cytatu.

Kontynuacja istniejącej już powieści

Z pewnością wielu myślało, że jeśli dopisze kolejną część znanej książki czy stworzy kontynuację określonej publikacji, to popełnia w ten sposób plagiat. Nic bardziej mylnego. Można to robić i nie będzie to problematyczne dla autora. Stanie się co najwyżej wątpliwe moralnie czy przekroczy granice dobrego smaku, jednak zdecydowanie nie zostanie uznana, zgodnie z obowiązującym prawem, za plagiat.

Skorzystanie z cudzego pomysłu

Ponownie mamy sytuację, która mogłaby w całej swej rozciągłości być uznana za plagiat, ale nim nie jest! Wyobraźmy sobie, że podzieliliśmy się z kimś pomysłem na książkę. Opowiedzieliśmy mu całą fabułę, a ten ktoś chętnie to wykorzystał. Później spotykamy tę publikację na sklepowej półce. Czy możemy posądzić znajomego o plagiat? Oczywiście nie i nic nie pomoże, jeśli przedstawimy własny szkic tej opowieści, jaki przechowywaliśmy na spodzie szuflady. To wciąż nie jest naruszeniem żadnych praw, dlatego radzimy uważać komu się zwierzamy, ponieważ przyjaciel może się okazać wrogiem i chcieć na nas dobrze zarobić.

Licencjat za tysiaka

Wielu studentów poznało ból tworzenia pracy licencjackiej czy magisterskiej. Czas płynie szybko, a każde kolejne słowo przychodzi z wielkim trudem. Na taki stan, a więc brak pisarskiego polotu lub zwyczajne lenistwo jest recepta. Tej można oczywiście szukać w internecie, choć trzeba najpierw wygłuszyć własne wyrzuty sumienia oraz przełknąć fakt, że staniemy się po prostu nieuczciwymi i niegodnymi zaufania społecznego „specjalistami”.

Jest popyt, jest rynek

Trudno powiedzieć czy to może wina przysłowia pt. Okazja czyni złodzieja, czy wzrastającej nieuczciwości studentów, którym nie chce się już robić nic od siebie, ale powszechność korzystania z usług osób, które trudnią się procederom tworzenia prac na zamówienie, wciąż rośnie. Może nie ma co się dziwić, skoro całkiem przyzwoitej jakości pracę da się już nabyć za nieco ponad 1000 zł i to w bardzo krótkim czasie. Wystarczą raptem dwa tygodnie, a ile zajęłoby to studentowi, który nie czuje polotu do tworzenia i manipulowania słowem?

Bazy prac naukowych

Wszystko rozbija się jednak o problem plagiatu. Dziwi przecież fakt, że można napisać oryginalną i dobrej jakości pracę w tak krótkim czasie i w bardzo niskiej cenie. Czy da się więc na tym zarobić? Istnieje przypuszczenie, że prace naukowe są skupowane od studentów różnych kierunków. Powstaje wówczas coś na kształt bazy prac, które następnie służą za wzór podczas pisania kolejnych, o podobnej tematyce. Z pewnością mija się to z oczekiwaną ich niepowtarzalnością. Tworzone są na zasadzie produkcji taśmowej, poprzez parafrazowanie określonych zdań, zmianę ich stylistki czy przestawianie ciągu wyrazów bądź zwrotów. W ten sposób uzyskuje się efekt oryginalności tekstu, ale wyłącznie na jego poziomie językowym czy gramatycznym. Merytorycznie praca naukowa jest zaś taka sama.

Co na to programy antyplagiatowe? 

Programy nie są w stanie wychwycić podobieństwa dotyczącego treści oraz merytoryki tekstu. Działają przecież na zasadzie prostego wyłapywania ciągu takich samych słów lub zdań. Badają więc wyłącznie warstwę językową tekstu. Z tej przyczyny mogą być pomocne, ale jedynie w ich określonym sensie. Stanowią niezastąpioną pomoc dla osób, które obawiają się o plagiat na swojej stronie internetowej, w materiałach marketingowych, które służą do budowania zindywidualizowanej marki. Wówczas nie można sobie przecież pozwolić na żadne podobieństwo czy kradzież tekstu. Jeśli zaś mowa o pracach naukowych, to programy antyplagiatowe mają jedynie pomagać wychwytywać bezpośrednie kopiowanie lub właśnie kradzież czyichś tekstów. Nie są jednak w stanie zagwarantować stuprocentowej pewności, że student pisał pracę samodzielnie. Z tego właśnie względu na niektórych uczelniach odchodzi się od pisania prac naukowych, a w zamian za nie wprowadza się egzaminy weryfikujące umiejętności studentów. Czy na dłuższą metę jest jednak możliwe, aby porzucić przyjęty na całym świecie system edukacyjny i zamienić go na inny? Jaka pewność, że kolejny także nie zostanie sprytne ominięty przez studentów, którzy są zwyczajnymi oszustami?