Wpisy

Tatuaż też podlega prawom autorskim

Obraz skrupulatnie tatuowany na ludzkim ciele jest bez wątpienia sztuką, a to od zawsze podlega prawu autorskiemu. W zdecydowanej większości projekty tatuaży tworzone są na indywidualne zamówienie. Profesjonalny tatuażystka udostępnia swoim klientom katalog szkiców, jakie będzie w stanie wykonać. Wszystkie są jego własnym dziełem, dlatego muszą być chronione prawem. 

Utarty szablon też chroniony?

Niektórzy tatuażyści posługują się gotowymi szablonami, jakie później odwzorowują na skórze swoich klientów. Wówczas nie będą to więc utwory czy dzieła, a tym samym nie zostaną objęte prawami autorskim. Można je zatem dowolne powielać. Istnieje wiele takich projektów i nikt nie rości sobie do nich żadnych praw majątkowych.

Kto jest właścicielem danego tatuażu?

Jeśli tatuaż został wykonany na zlecenie przez artystę, który następnie przeniesie go na skórę klienta, wówczas to on ma pełne prawo do tego dzieła. W przypadku zaś, gdy to klient stworzy sobie konkretny projekt i poprosi o jego odwzorowanie na własnym ciele, będzie jego prawnym właścicielem. Tatuażysta nie może więc bez żadnego uzgodnienie, umowy czy zakupu tych praw majątkowych, powielać go w swoim zakładzie i sprzedawać innym klientom, ponieważ będą mu grozić konsekwencje karne.

Projekty artystów

Niektórzy tatuażyści decydują się na współpracę z artystami plastykami, którzy tworzą na ich indywidualne zamówienie określone projekty. Taka współpraca polega wówczas na odkupieniu praw autorskich od artysty, aby tatuażysta mógł go następnie dowolnie powielać. Bywa, że w studiach tatuażu aż roi się od dzieł, jakie są zwyczajnie kradzione ich twórcom, a więc po prostu przywłaszczane bez żadnej ich zgody. Obecne prawo będzie wobec takich procederów bezwzględne, tak samo, jak w przypadku wszelkich prac plastycznych, zdjęć czy muzyki publikowanej i udostępnianej w internecie.

Konsekwencje dla tatuażysty? 

Kradzież czy przywłaszczenie sobie cudzego projektu dzieła plastycznego, jakie później zostaje skrupulatnie i artystycznie przeniesione na ludzką skórę, będzie karane. Jego właściciel może bowiem domagać się od tatuażysty rekompensaty pieniężnej będącej zadośćuczynieniem za poniesione starty. Całe zajście może się jednak także skończyć sprawą karną, dlatego lepiej nie decydować się na łamanie prawa autorskiego.

A co z inspiracją? 

Istnieje także sytuacja, kiedy tatuażysta inspiruje się tylko określonym dziełem plastycznym. Dokonuje przy tym jego poprawek i zmian. Stopień ingerencji w projekt będzie uzależniał zakres praw autorskich. Czasem nie mamy wówczas do czynienia ze złamaniem prawa. Tatuażysta nie musi wtedy starać się o zgodę autora do dokonana jakichś modyfikacji. Inspiracji dziełem nie traktuje się jako plagiat czy kradzież, ale jest to już wtedy osobny utwór, a prawo autorskie będzie przysługiwać tatuażyście. Takie rozwiązanie bywa tańsze i mniej skomplikowane, stąd jest to praktyka częściej stosowana, aniżeli występowanie o zgodę do autora pierwotnego projektu.

Co robić, kiedy ktoś kopiuje twoje treści?

Internet to studnia bez dna. Jest tak samo pożyteczny, jak szkodliwy. Często napotykamy się także na te same lub podobne treści. Trudno upatrywać w tym coś złego, dopóki ktoś nie skopiował naszego artykułu, logo czy opisów firmowych słowo w słowo. Wówczas możemy już mówić o plagiacie i trzeba coś z tym zrobić, ale co?

Nie oskarżaj, póki nie masz pewności

Oskarżenia dotyczące plagiatu muszę być poparte faktycznymi dowodami. Łatwo jest kogoś posądzić o plagiat, ale trzeba mieć ku temu prawdziwe podstawy. Przecież ktoś także mógł wpaść na ten sam pomysł artykułu co ty. Druga osoba miała prawo do podobnego logo. Czasem inspiracje spływają na nas niezależnie i naprawdę mogą się powtarzać. Co innego jednak, jeśli coś zostało żywcem skopiowane z naszej strony. Mamy więc identyczny fragment i brak jakichkolwiek wątpliwości, że został nam zwyczajnie ukradziony. Musisz też pamiętać, aby sprawdzić czas powstania tego fragmentu i porównać go z twoim. Być może będzie to tzw. twórczość równoległa, czyli sytuacja, w której ktoś wpadł na ten sam pomysł co ty. Tutaj znowu warto przeanalizować czy cały fragment, wraz ze spójnikami i przecinkami, szykiem zdań nie jest przypadkiem identyczny. Pomocnymi linkami mogą się okazać:

Wyszukiwanie obrazem Google:

http://www.google.pl/intl/pl_ALL/insidesearch/searchbyimage.html

TinyEye:

https://www.tineye.com

Współmierna reakcja

Jeśli już ustaliłeś, że twoja praca rzeczywiście została splagiatowana, to musisz coś z tym zrobić. Warto reagować, aby inni użytkownicy internetu nie czuli się bezkarni. To zawsze kradzież, choć być może o małej szkodliwości czynu. Trzeba to naprawdę dobrze przeanalizować. W sytuacji, gdy nie tracisz pieniędzy, klientów, a plagiat nie uczynił ci dużych lub nawet żadnych szkód, to nie ma sensu walczyć zbyt wygórowanymi środkami. Szkoda czasu i energii. Dobrze jest wtedy skontaktować się z osobą, która nas splagiatowała i uświadomić je, że właśnie dokonała przestępstwa, złamała prawo. Nie można tego ukrywać i przemilczeć. Koniecznie wspomnijmy, że domagamy się usunięcia treści lub ewentualnego sprostowania polegającego na umieszczeniu linku odsyłającego do oryginału. Zamieszczenie przeprosin również będzie bardzo miłe i może się już stać stosownym zadośćuczynieniem.

Upublicznij zaistniałą sytuację

Gdy poniosłeś jakieś nieprzyjemne konsekwencje z faktu, że ktoś cię splagiatował, to dobrze jest upublicznić zaistniałą sytuację w mediach społecznościowych. To zawsze skutecznie psuje opinie sprawcy i jest dobrym sposobem nagłośnienia całego zajścia. Na Facebooku są ponadto specjalne formularze do zgłaszania plagiatu. To samo dotyczy też Instagrama. Podobną opcję udostępniają takie serwisy, jak WordPress.com lub Blogspot. Zawsze ostatecznym wyjściem jest zgłoszenie sprawy na policji i rozpoczęcie sądowej batalii. To będzie trwać długo i  trudno powiedzieć czy uda się nam dojść swoich praw.

 

Jak pisać prace naukowe, aby uniknąć plagiatu

Systemy antyplagiatowe są obecne na rynku już dobrych parę lat. Korzystają z nich nie tylko osoby prywatne, ale także firmy i oczywiście uczelnie wyższe. Niestety, nie można dziś ufać studentom, że będą pisać całkowicie samodzielne prace. Z drugiej zaś strony, poleca się im na potęgę korzystać z tekstów innych twórców. Czy aby nie jest między tym cienka granica? Jak się więc bronić przed plagiatem?

Podawaj źródła

Promotor pragnie, byśmy korzystali z wielu dzieł naukowych. W naszej pracy mają się też pojawiać cytaty. To jest konieczne, aby praca naukowa mogła zostać w ogóle zaliczona i oceniona. Co więc należy zrobić, abyśmy jednocześnie nie zostali posądzeni o plagiat? Po prostu dobrze cytować i podawać źródła. Zawsze stosujmy odnośniki, piszmy w cudzysłowie, nigdy nie przywłaszczajmy sobie nie swoich fragmentów dzieł. Z drugiej zaś strony pamiętajmy, by cała praca nie była jednym wielkim cytatem. Dzieło naukowe musi być także naszym osobistym działaniem, wynikiem wysiłków umysłowych, a nie tylko kompilacją wielu innych publikacji. Oczywiście, jest to trudne w przypadku prac naukowych z dziedziny humanistycznej, ale także tam jest miejsce na własne przemyślenia, tezy i przytaczanie swoich wniosków. Nie wolno nam o tym zapominać.

Stosuj parafrazy

Parafraza jest przeciwieństwem metafrazy i zakłada przytoczenie czyjegoś fragmentu tekstu zachowując sens przekazu, ale zasadniczo zmieniając szyk zdania. To jest i łatwe, i trudne jednocześnie. Czasem trzeba mieć do tego nie lada wprawę, aby tak zmodyfikować tekst, żeby system antyplagiatowy nie uznał, że nie jest nasz. Najlepiej więc najpierw przeczytać sobie dany fragment tekstu, następnie zacząć o nim myśleć, spróbować go zrozumieć i raz jeszcze odtworzyć go własnymi słowami, ale starając się już nie zaglądać przy tym do oryginału. To zdecydowanie pomoże i jest dużo lepsze, aniżeli próba bezmyślnego odwzorowywania zdań krok po kroku.

Szanuj autorstwo myśli nieopublikowanych

Czasem zdarza się, że gdzieś już słyszeliśmy to stwierdzenie, zostało ono przytoczone publicznie przez pewną osobą, aczkolwiek nie było nigdzie opublikowane. Warto wówczas przytoczyć w przypisie, kto sformułował daną myśl, na przykład w programie telewizyjnym, na wykładzie itp. Będzie to nasz najwyższy wyraz szacunku do konkretnego autora, ale także sposób na ewentualne uniknięcie plagiatu i próby posądzenia o kradzież czyichś oryginalnych wniosków.

Pamiętają o bibliografii

Na końcu pracy naukowej zawsze musi się znaleźć bibliografia. Składa się ona z wszystkich dzieł i publikacji, jakie wpłynęły na powstanie naszego tekstu. Będą tam więc odnośniki do dzieł cytowanych, ale też do tych, które służyły nam wyłącznie za inspirację. Bez tego cała nasza praca naukowa mogłaby być jednym wielkim plagiatem. Pozycje bibliograficzne mają swoją ściśle określoną formułę i właśnie tak powinny zostać zapisane. Nie ma tu miejsca na dowolność i własną inwencję twórczą.

5 przykładów, czym nie jest plagiat

Plagiat, to najprościej rzecz ujmując sytuacja, w której następuje kradzież cudzego dzieła. Nie jest to tylko tekst, ale też materiały audiowizualne, rysunki, a nawet pomysły twórcze, które zostały już w jakiś sposób zmaterializowane. Polskie prawo określa to bardzo jasno, jednak w praktyce bywa różnie. Nie każdy rozumie, jak to dokładnie działa, a poza tym nie wszyscy chcą się ubiegać o jakiekolwiek zadośćuczynienie. Dbają więc o to głównie duże wydawnictwa lub szanujące się firmy. Warto się jednak przekonać, co nie jest plagiatem.

Ta sama stylistyka i środki wyrazu

Nie będzie plagiatem korzystanie z tych samych środków wyrazu podczas tworzenia działa, a ściślej tekstu. Podobne metafory czy stosowanie identycznych wyrazów lub konstruowanie dialogów jest więc dozwolone. Trudno byłoby bowiem kontrolować swój sposób pisania do tego stopnia. Określone zabiegi stylistyczne mogą być i faktycznie są powszechne, ponieważ język, jako system, jest przecież wyczerpywalny.

Twórczość równoległa

Czym jest twórczość równoległa? Otóż jest to wykorzystanie tego samego pomysłu na książkę, utwór czy odkrycie. Plagiat jest bowiem tylko czymś, co popełniamy świadomie. Istnieją zatem sytuacje, kiedy coś powstaje w tym samym czasie, zupełnie niezależnie od siebie. Zdarzenia, kiedy dwie osoby dokonują identycznego procesu twórczego są z pewnością bardzo rzadkie, ale jednak mają miejsce.

Przedruki artykułów

Okazuje się, że jeśli mamy ochotę skopiować czyiś tekst i równocześnie podpisać go imieniem oraz nazwiskiem autora, nawet wskazując stronę czy publikację, z której go zaczerpnęliśmy, to nie jest to plagiatem! Pewnie nierzadko wydawało się, że istotnie można wówczas mówić o plagiacie. Otóż to nieprawda. Jest to niczym innym, jak niewłaściwym posługiwaniem się cytatem, a wręcz przekroczeniem granic prawa cytatu.

Kontynuacja istniejącej już powieści

Z pewnością wielu myślało, że jeśli dopisze kolejną część znanej książki czy stworzy kontynuację określonej publikacji, to popełnia w ten sposób plagiat. Nic bardziej mylnego. Można to robić i nie będzie to problematyczne dla autora. Stanie się co najwyżej wątpliwe moralnie czy przekroczy granice dobrego smaku, jednak zdecydowanie nie zostanie uznana, zgodnie z obowiązującym prawem, za plagiat.

Skorzystanie z cudzego pomysłu

Ponownie mamy sytuację, która mogłaby w całej swej rozciągłości być uznana za plagiat, ale nim nie jest! Wyobraźmy sobie, że podzieliliśmy się z kimś pomysłem na książkę. Opowiedzieliśmy mu całą fabułę, a ten ktoś chętnie to wykorzystał. Później spotykamy tę publikację na sklepowej półce. Czy możemy posądzić znajomego o plagiat? Oczywiście nie i nic nie pomoże, jeśli przedstawimy własny szkic tej opowieści, jaki przechowywaliśmy na spodzie szuflady. To wciąż nie jest naruszeniem żadnych praw, dlatego radzimy uważać komu się zwierzamy, ponieważ przyjaciel może się okazać wrogiem i chcieć na nas dobrze zarobić.

Plagiat i parce magisterskie

O tym, że każde prace czy to magisterskie czy licencjackie, sprawdza się programem antyplagiatowym, wiadomo nie od dziś. Okazuje się także, że nie wszystkie programy antyplagiatowe są skuteczne, jednak uczelnie nieustannie je stosują.

Program nie zawsze działa

Programy antyplagiatowe mają dziury. Czasem wystarczy tylko wpisać dodatkowe litery do teksty, albo je podmienić. Pisał o tym w tekście pt. ‘Luki w systemie Plagiat.pl”. Grzegorz Borek: Aby oszukać system i osiągnąć współczynnik podobieństwa 0% dla tego samego tekstu wystarczyło podmienić litery: a, c, e, i, j, o, p na ich graficzne odpowiedniki w cyrylicy. Optycznie wyglądają one identycznie, tak więc osoba czytająca tekst ich nie zauważy. Są zamieszczane w najpopularniejszych czcionkach, więc wyświetlą się tak samo na każdym komputerze. Wykonane przez niego badanie jest szokując. Czyżby więc programy antyplagiatowe to zupełnie zbędny koszt, jaki poniosły uczelnie?

Programy skutecznie straszą studentów?

Jakkolwiek by nie było, programy antyplagiatowe działają i mają się dobrze. Każdy student jest zobowiązany samodzielne lub za pośrednictwem promotora, dokładnie sprawdzić swoją pracę. Jeśli wyjdą jakieś nieścisłości, trzeba to poprawić. Jest to jednak tylko formalność i ma chyba na celu raczej odstraszać tych niewtajemniczonych, którzy nie zdają sobie sprawy ze słabego ich działania. Wielu także wciąż nie wie, że programy da się zwyczajnie oszukać, czego oczywiście nie polecamy. Prawa autorskie to świętość i każdy powinien to sobie dobrze uświadomić. W Polsce mało kto docenia cudzą własność, a program antyplagiatowy, czy skuteczny czy nie, może tego w jakiś sposób uczyć i zachęcać do samodzielnego pisania prac. Szkoda tylko, że to uczelnia nie docenia prac studentów, traktując je niemal jak swoje. Jeśli jest to praca stworzona w pełni przez studenta, to trzeba by mu było dać całkowite prawo dysponowania utworem, a tak niestety nie jest. Ale to już zupełnie inna historia.

Dlaczego studenci boją się programów antyplagiatowych?

Raporty mówią, że studenci mają obawy przed korzystaniem z programów antyplagiatowych. Dlaczego? Czy czują się winni? Wiedzą, iż dopuścili się jakiegoś oszustwa? A może to za sprawą niskiej skuteczności tych programów?

Nie ma jednej odpowiedzi na te pytania. Jest pewnie jakaś grupa studentów, którzy liczą na łut szczęścia i oszukują podczas pisaniach swoich prac licencjackich czy magisterskich. Z drugiej strony, istnieją także programy mało skuteczne. A może wątpliwa jest w ogóle jakość wszystkich dostępnych na rynku programów antyplagiatowych? Bo jeśli pięć następujących po sobie słów, które tworzą jakiś zwrot czy zdanie, jest identyczna z takimi samymi, które wystąpiły już w innej pracy, wówczas może być to uznane za plagiat. Problem w tym, że pisząc pracę czasem musimy posłużyć się utartymi zwrotami albo nieświadomie używamy konkretnych wyrażeń. System języka polskiego stwarza wiele kombinacji słów i ich połączeń, ale czy aby są one nieskończone? Pytań dotyczących programów antyplagiatowych i ich szerszego zastosowania jest również sporo. Nie rozwiązuje to jednak problemu obaw studentów dotyczących ich prac, co do których nie mają wątpliwości, że zostały napisane samodzielnie.

Czy istnieje jakieś rozwiązanie?

Ostatecznie za naruszenie praw autorskich w pracy magisterskiej czy licencjackiej nie odpowiada wyłącznie student, ale także jego promotor. Uczelnia kładzie na niego nacisk bardzo skrupulatnego sprawdzania prac i analizy pod kątem ewentualnej kradzieży praw autorskich. W praktyce nie jest to jednak możliwe, ponieważ jeden promotor czasem opiekuje się pracami aż 100 studentów, więc nie jest w stanie być na tyle szczegółowy, jak by się tego oczekiwało. Uczelnia postanowiła więc znacznie ograniczyć te wygórowane liczby i nie nakładać na promotorów tak wielu prac. Być może będzie to jakieś rozwiązanie, tymczasem jednak, programy antyplagiatowe to najlepsze, co do tej pory wymyślono i musimy się ich kurczowo trzymać.

Czym jest plagiat i jak go rozpoznać?

            Plagiat to dziś bardzo powszechny temat, choć niezwykle trudno jest go dobrze scharakteryzować. Dostęp do internetu daje nieograniczone możliwości reklamy, aktywności i tworzenia biznesu. Wiele stron czerpie jednak informacje z tych samych źródeł. Często się więc zdarza, że treści są powielane i kopiowane.

Jak poruszać się w internetowej przestrzeni, aby nie zostać posądzonym o plagiat? Na pewno korzystać z własnych, zewnętrznych źródeł i wprowadzać treści, co do których nie będzie wątpliwości, że mogą być odbiciem konkurencyjnych stron.

Nie zostaniemy posądzeni o plagiat jeśli tylko zainspirujemy się określonym tekstem, z którego korzystamy. Całkowicie zabronione jest jednak kopiowanie tekstu, jakiego nie jesteśmy autorem. Niestety, to się zdarza, choć z punktu widzenia polityki Google takie działania nie są zbyt opłacalne. Wskazane treści są przez robota Google wykluczane i zyskują bardzo słabe rekordy wyszukiwania

Jaka jest definicja plagiatu?

Według encyklopedii PWN plagiat to „naruszenie osobistych praw autorskich polegające na przywłaszczeniu całości lub części cudzego utworu, pracy, nauk, działa artyst. itp., a także zapożyczenie treści z cudzych dzieł (bez względu na nośnik), podane jako własne i opublikowane pod własnym nazwiskiem”.

Co nie jest plagiatem?

Jako autor tekstu nie możemy mieć wpływu na fakt, że ktoś równolegle posłużył się podobnym pomysłem tworzenia treści. To samo dotyczy używania tych samych figur stylistycznych. Zbiegiem okoliczności może być również zastosowanie podobnych słów, a nawet ich szyku. Nie można wówczas mówić o plagiacie, ponieważ nie jest to celowe kopiowanie treści.

Rozwinięcie czyjeś myśli czy kontynuacja danego dzieła także nie będzie plagiatem. Podobnie rzecz się ma ze skopiowaniem danego tekstu lub jego fragmentu przy jednoczesnym zaznaczeniu autora dzieła.

Podsumowując, aby nie zostać posądzonym o plagiat, warto więc zawsze wskazać na autora tekstu, zacytować źródło, z którego fragment został skopiowany.