Wpisy

Licencjat za tysiaka

Wielu studentów poznało ból tworzenia pracy licencjackiej czy magisterskiej. Czas płynie szybko, a każde kolejne słowo przychodzi z wielkim trudem. Na taki stan, a więc brak pisarskiego polotu lub zwyczajne lenistwo jest recepta. Tej można oczywiście szukać w internecie, choć trzeba najpierw wygłuszyć własne wyrzuty sumienia oraz przełknąć fakt, że staniemy się po prostu nieuczciwymi i niegodnymi zaufania społecznego „specjalistami”.

Jest popyt, jest rynek

Trudno powiedzieć czy to może wina przysłowia pt. Okazja czyni złodzieja, czy wzrastającej nieuczciwości studentów, którym nie chce się już robić nic od siebie, ale powszechność korzystania z usług osób, które trudnią się procederom tworzenia prac na zamówienie, wciąż rośnie. Może nie ma co się dziwić, skoro całkiem przyzwoitej jakości pracę da się już nabyć za nieco ponad 1000 zł i to w bardzo krótkim czasie. Wystarczą raptem dwa tygodnie, a ile zajęłoby to studentowi, który nie czuje polotu do tworzenia i manipulowania słowem?

Bazy prac naukowych

Wszystko rozbija się jednak o problem plagiatu. Dziwi przecież fakt, że można napisać oryginalną i dobrej jakości pracę w tak krótkim czasie i w bardzo niskiej cenie. Czy da się więc na tym zarobić? Istnieje przypuszczenie, że prace naukowe są skupowane od studentów różnych kierunków. Powstaje wówczas coś na kształt bazy prac, które następnie służą za wzór podczas pisania kolejnych, o podobnej tematyce. Z pewnością mija się to z oczekiwaną ich niepowtarzalnością. Tworzone są na zasadzie produkcji taśmowej, poprzez parafrazowanie określonych zdań, zmianę ich stylistki czy przestawianie ciągu wyrazów bądź zwrotów. W ten sposób uzyskuje się efekt oryginalności tekstu, ale wyłącznie na jego poziomie językowym czy gramatycznym. Merytorycznie praca naukowa jest zaś taka sama.

Co na to programy antyplagiatowe? 

Programy nie są w stanie wychwycić podobieństwa dotyczącego treści oraz merytoryki tekstu. Działają przecież na zasadzie prostego wyłapywania ciągu takich samych słów lub zdań. Badają więc wyłącznie warstwę językową tekstu. Z tej przyczyny mogą być pomocne, ale jedynie w ich określonym sensie. Stanowią niezastąpioną pomoc dla osób, które obawiają się o plagiat na swojej stronie internetowej, w materiałach marketingowych, które służą do budowania zindywidualizowanej marki. Wówczas nie można sobie przecież pozwolić na żadne podobieństwo czy kradzież tekstu. Jeśli zaś mowa o pracach naukowych, to programy antyplagiatowe mają jedynie pomagać wychwytywać bezpośrednie kopiowanie lub właśnie kradzież czyichś tekstów. Nie są jednak w stanie zagwarantować stuprocentowej pewności, że student pisał pracę samodzielnie. Z tego właśnie względu na niektórych uczelniach odchodzi się od pisania prac naukowych, a w zamian za nie wprowadza się egzaminy weryfikujące umiejętności studentów. Czy na dłuższą metę jest jednak możliwe, aby porzucić przyjęty na całym świecie system edukacyjny i zamienić go na inny? Jaka pewność, że kolejny także nie zostanie sprytne ominięty przez studentów, którzy są zwyczajnymi oszustami?